TY I JA, JA I TY, MY – REMONTOWAĆ CZY NIE?

Remont to czynności lubiane tylko przez nielicznych. Przeważnie wolimy kupić nowe niż odświeżyć stare. Chociaż nie zawsze..

Mój ostatni remont to było piekło. Założyliśmy sobie, że pomalujemy pokój dziecka ze względu na nowe okna. Zamysł był prosty: kupić niezbędne rzeczy typu wałki, farby, grunty. Pokój niewielki, więc z góry zaplanowaliśmy, że max. 2 dni i razem ze sprzątaniem będzie po wszystkim. No i się zaczęło… Farba schodziła ze ścian jak tapeta.. Oszczędzę Wam szczegółów. Za to doświadczyliśmy wachlarzu emocji, ja tych bardziej kobiecych od samozaparcia, rozpaczy, poddania, by znów zbierać siły i szukać rozwiązań, zaś mój mąż eskalował typowo męskie zachowanie – po prostu jeden wielki wkurw (pominę fakt, że mając prawą rękę w gipsie próbował stanąć na wysokości zadania). Gdy te wszystkie nasze emocje przeszły w wykończenie, a ja obiecałam sobie, że kolejny remont wykonają już za mnie fachowcy, zaczęłam się zastanawiać nad związkiem pomiędzy małżeństwem a remontem. Przecież to czyste życie. Relacje między kobietą a mężczyzną są często właśnie takie, jakich my doświadczyliśmy podczas „zwykłego” remontu mieszkania. Sytuacja nieraz była na ostrzu noża, a parę razy to nawet rozwód wisiał w powietrzu. Bo przecież każde z nas ma inny odbiór tej samej sytuacji i każde z nas ma prawo do swoich emocji, tylko tak jakby często zapominamy, że parter też ma prawo do swoich.

I tak jak podczas remontu, nasze oczekiwania były całkiem inne. Cel był jasny, klarowny, a czynności wiadome i proste. Aż tu zong! I się sypie, a my zmęczeni tym wszystkim dobijamy się wzajemnie, bo przecież kobiece oczekiwania co do związku i relacji są z Wenus, a mężczyzny z Marsa. I jak tu się dogadać?

Odwieczne pytanie: remontować te relacje, czy już doszliśmy do ściany?

Oczekiwania i rzeczywistość często nie tańczą razem twista. Po jakimś czasie trwania w relacji dochodzimy do tego pytania jak powyżej. Choć każda relacja jest inna, a więź jaka łączy ludzi, pomimo że działają na siebie destrukcyjnie potrafi być tak silna, że jednak podejmujemy próby i zabieramy się za wałek czy skrobiemy te stare ściany i sufity by jeszcze na parę lat nadać im świeżości i nowego „oddechu”.

Są osoby, które co chwilę zmieniają swoje mieszkanie, dodatki, meble i co tylko się da, bo podświadomie pragną zmiany w swoim życiu, nieraz w relacji z partnerem. Często pozostaje to na etapie podświadomym. Dlatego warto poświęcić sobie trochę czasu, by dotrzeć do własnych uczuć i potrzeb, do własnych oczekiwań i lęków, jakie niesie bliskość i swego rodzaju zależność od drugiego człowieka.

Jeśli tego nie zrobimy, możemy utknąć w czymś, co nam nie służy lub bezwiednie odsunąć emocjonalnie drugą osobę na bezpieczną odległość, która sprawi, że nie będziemy cierpieć. Choć w głębi duszy darzymy miłością ten nasz marsjański obiekt uczuć.

Remont to też ciekawy twór pod względem tego, że na początku wszystko się niszczy, wszędzie robi się brudno, a meble tarasują przejście. Wtedy zaczynamy klaustrofobicznie myśleć o tym, że nie ma wyjścia, nie ma spokoju, jasności i wszystko jest nie tak, jak powinno. Podobnie dzieje się, gdy nasze relacje, pretensje, żale, niewyjaśnione sytuacje i wszystkie niedopowiedzenia zaczynają brać górę. Wisienką na torcie zostaje rutyna, która dobija nas powoli kurzem, nijakim dialogiem i brakiem czułości bez powodu..

Często mijamy się w naszych potrzebach. Ty chcesz bliskości, czułości, a on akurat potrzebuje wolności. Lub na odwrót. I wtedy nijak nie potrafimy się porozumieć. Coraz częściej zaczynamy dostrzegać tylko rzeczy i sprawy, które nas dzielą lub różnią się znacząco od tego, co chętnie widzielibyśmy w naszym związku. Jednak każda relacja ma szansę na poprawę pod warunkiem, że obydwie strony wytężą swoje siły ku temu. Pierwszym, niezmiennym i podstawowym sposobem jest dialog. Rozmowa oparta na szczerości, słuchaniu ze zrozumieniem i wykazaniu się odrobiną empatii. Bo w całym tym męsko- damskim dialogu mówimy do siebie tak jakby w dwóch różnych językach, albo nie mówimy już wcale.

Trwały związek, który ciągnie się już parę ładnych lat wymaga ciągłej pracy. Nie poprawy na chwilę. Chociaż najczęściej taką osiągamy. Wiadomo, niektórzy nie doświadczają awantur, ponieważ są z natury spokojni, kompromisowi lub ulegli. Ja do tej grupy nie należę. U mnie talerze latają, gdy już dojdzie do eskalacji emocji. Co jakiś czas każda relacja staje przed pytaniem, czy nadszedł moment rozstania? Może my po prostu do siebie nie pasujemy? Zaplątani w swych uczuciach, obowiązkach i niespełnionych potrzebach nie potrafimy już stwierdzić, co czujemy… Dlatego to każdy z osobna w tej relacji dwojga musi znaleźć odpowiedź w swoim sercu. A wtedy decyzja o remoncie.. lub przeprowadzce przyjdzie sama.

Spełnienia w miłości życzę, Ewa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *